Яндекс.Метрика

Powrót

Odpowiedzi ambasadora Rosji w Polsce Sergeya Andreeva na pytania rosyjskiego portalu informacyjnego News.ru (opublikowane 9 lutego 2021 r.)

Stosunki Rosji z Polską należą do najbardziej skomplikowanych. Czy możemy mówić o pozytywnej dynamice w niektórych aspektach tych stosunków, a jeśli tak, to w jakich?

W stosunkach polsko-rosyjskich nie zachodzi żadnych zmian na lepsze.

Z naszej strony nie ma ku temu przeszkód – nie widzimy takich faktycznie nierozwiązywalnych problemów, które uniemożliwiałyby Rosji i Polsce utrzymywanie, oczywiście nie tyle przyjacielskich (o tym w obecnej sytuacji, rzecz jasna, nie ma mowy), ale przynajmniej względnie normalnych stosunków – gdyby tylko była chęć.

Ale nasi polscy sąsiedzi nie wykazują właśnie tej chęci, woli politycznej do stopniowej normalizacji stosunków. Wręcz przeciwnie, polskie władze otwarcie stawiają na konfrontację z Rosją i w tym duchu starają się nastrajać swoich sprzymierzeńców z UE i NATO.

Niemal codziennie słyszymy od przedstawicieli Polski publiczne oskarżenia z najróżniejszych powodów – o rosyjskie „zagrożenie militarne”, dezinformację, „wojnę hybrydową”, „zniewolenie” energetyczne, odpowiedzialność za katastrofę smoleńską z 2010 roku, „agresję” przeciwko Ukrainie, ingerencję w polską politykę wewnętrzną i chęć pogrążenia jej w chaosie itd.

W polskich mediach głównego nurtu nie ustaje zmasowana kampania antyrosyjska pod hasłem: „O Rosji – albo źle, albo nic”.

Historia jest intensywnie pisana na nowo – Rosja jest przedstawiana jako główne źródło niemal wszystkich polskich nieszczęść, ZSRR obarczany jest taką samą odpowiedzialnością za II wojnę światową jak hitlerowskie Niemcy, wyzwolenie Polski przez Związek Radziecki jest negowane i uznawane za zastąpienie okupacji niemieckiej okupacją radziecką, na mocy tzw. „ustawy dekomunizacyjnej” trwa likwidacja pomników radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli, a radzieckie groby wojenne na terenie Polski są regularnie bezczeszczone.

Uważamy, że nie powinno tak być, ale to nie jest nasz wybór. Chcielibyśmy mieć normalne, dobrosąsiedzkie stosunki z Polską, ale w końcu nie są one nam potrzebne bardziej niż drugiej stronie.

Jak Pan ocenia pracę strony polskiej w opiece nad cmentarzami żołnierzy rosyjskich i radzieckich na jej terytorium?

Na terenie Polski znajduje się ponad 650 miejsc spoczynku radzieckich żołnierzy z okresu II wojny światowej i ponad tysiąc miejsc pochówku rosyjskich żołnierzy z czasów I wojny światowej. Zgodnie z rosyjsko-polską umową międzyrządową z 1994 roku o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji za ich właściwe utrzymanie odpowiada strona polska. Środki na ten cel są przeznaczane z budżetu Polski, ale wystarczają one – i to nie zawsze – tylko na bieżącą opiekę. Ambasada i nasze konsulaty generalne w Polsce starają się w miarę możliwości monitorować stan radzieckich i rosyjskich cmentarzy wojennych – o wiele z nich dobrze dbają władze lokalne i ludność miejscowa, ale często zdarza się, że zarówno my, jak i nieobojętni obywatele polscy zwracamy uwagę na fakt, że cmentarze wymagają przywrócenia należytego stanu.

Osobnym tematem jest przeprowadzanie poważnych prac remontowych na naszych cmentarzach wojennych, gdy zachodzi taka potrzeba w związku z ich pogarszającym się stanem. Środki przeznaczane przez stronę polską na ten cel są niewystarczające, a prace te są finansowane dobrowolnie przez Rosję z jej budżetu państwowego. Ilość środków, jakie są przeznaczane na te cele, jest 2‑3 razy większa niż strona polska przeznacza na opiekę nad radzieckimi i rosyjskimi cmentarzami wojennymi. Z reguły w ciągu roku przeprowadzany jest remont 3‑4 obiektów znajdujących się w najgorszym stanie.

Prace te wymagają udzielenia pozwolenia przez władze województw, na terenie których znajdują się remontowane obiekty. Do zeszłego roku nie było z tym problemu. Jednak w 2020 r. procedura wydawania pozwoleń na remonty w szeregu województw była opóźniona, a w województwie zachodniopomorskim w ogóle nie wydano pozwolenia na te prace. W efekcie po raz pierwszy z 4 zaplanowanych obiektów w całości wyremontowany został tylko 1, a jeszcze 1 tylko częściowo, przy czym wykorzystano niespełna 20% środków przeznaczonych na ten cel przez stronę rosyjską.

Polska często pojawia się w rosyjskich wiadomościach w kontekście demontażu pomników żołnierzy radzieckich. Czy ambasada rosyjska próbowała przekonać Warszawę do niepodejmowania takich kroków? Jak przebiega dialog na ten temat?

Strona polska wiosną 2014 roku radykalnie zrewidowała swój stosunek do pomników żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Polskę spod okupacji hitlerowskiej – po zaostrzeniu się kryzysu ukraińskiego i gwałtownym pogorszeniu się naszych stosunków dwustronnych i ogólnie stosunków Rosji z Zachodem.

Przez 20 lat od podpisania w 1994 r. międzyrządowej umowy w sprawie grobów i miejsc pamięci ofiar wojen i represji Warszawa nigdy nie kwestionowała, że umowa ta dotyczy zarówno grobów, jak i miejsc pamięci radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli. Natomiast w latach 2014-2015 r. – jeszcze za czasów liberalnego rządu PO i PSL oświadczono nam, że tylko cmentarze wojskowe mają w Polsce prawo do ochrony, a pomniki radzieckie poza cmentarzami są rzekomo obiektami „symbolicznymi” (umowa z 1994 r. w ogóle nie zawiera takiego pojęcia) i symbolizują nie wyzwolenie Polski, lecz powojenną „okupację radziecką”. Od tej pory trwa masowa rozbiórka pomników radzieckich żołnierzy.

Już pod rządami PiS w 2017 r. wprowadzono zmiany do ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego (tzw. „ustawa o dekomunizacji”), które nakazywały usunięcie z przestrzeni publicznej wszystkich pomników „propagujących komunizm”. Ustawa nie mówi wprost o pomnikach radzieckich, ale w rzeczywistości zostały one zaliczone do tej kategorii i są teraz „legalnie” burzone.

W 1997 r. nasza ambasada i polska Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa sporządziły listę 561 pomników radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli położonych poza miejscami pochówku w Polsce. Według kontroli przeprowadzonej przez rosyjską ambasadę i konsulaty generalne Rosji w 2020 roku jedynie nieco ponad 100 pomników pozostało na razie w nienaruszonym stanie.

Nie układa nam się dialog z polskimi władzami na ten temat. Nasze argumenty, zgodnie z którymi podawanie w wątpliwość nie tylko wyzwolenia, ale i ocalenia Polski i Polaków przez Armię Czerwoną przed hitlerowską zagładą jest niehistoryczne i bluźniercze, „wojna z pomnikami” jest rażącym naruszeniem zarówno umowy z 1994 r., jak i naszego traktatu międzypaństwowego z 1992 r., są przez polskie władze po prostu ignorowane. Władze te twierdzą, że mają własną wizję historii i własną interpretację umów z Rosją.

To oczywiste, że nie możemy w żaden sposób wpłynąć na ich działania w tej sytuacji, ale nie cofniemy się przed naszą prawdą historyczną i będziemy przypominać stronie polskiej o znieważaniu pamięci radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli za każdym razem, kiedy będą wysuwać wobec nas kolejne „historyczne” zarzuty, jak to mają w zwyczaju.

Proszę opowiedzieć o zeszłorocznej kampanii, której celem był powrót Rosjan do ojczyzny. Ilu naszych obywateli wróciło z Polski do domu lotami specjalnymi? Co było największym wyzwaniem z organizacyjnego punktu widzenia? Czy trudne relacje polityczne między Rosją a Polską miały wpływ na przebieg kampanii?

Od razu po zawieszeniu regularnego ruchu pasażerskiego między Rosją a Polską w marcu 2020 r. władze rosyjskie zorganizowały trzy loty powrotne dla obywateli rosyjskich z Warszawy do Moskwy, dzięki którym 200 naszych rodaków mogło wrócić do ojczyzny.

W późniejszym okresie obywatele rosyjscy, którzy przebywali w Polsce, nadal mogli wracać do Rosji samochodem przez terytorium Białorusi i przez granicę rosyjsko-polską do obwodu kaliningradzkiego, a stamtąd drogą lotniczą do innych regionów Rosji.

Ambasada regularnie udzielała naszym obywatelom porad w zakresie ich powrotu do kraju, pomagając w rozwiązywaniu bieżących problemów pojawiających się u nich podczas pobytu w Polsce w związku z ograniczeniami spowodowanymi przez pandemię.

Nie napotkaliśmy na żadne trudności ze strony polskich władz w realizacji tej kampanii, współpraca z nimi przebiegała w normalny,  rzetelny sposób.

Jaki stosunek mają zwykli Polacy do Rosji i Rosjan? Czy można powiedzieć, że ich punkt widzenia jest zbieżny z punktem widzenia władz tego kraju? Czy obywatele Rosji spotykają się z dyskryminacją w Polsce?

Z reguły nie ma problemów w codziennej komunikacji między Rosjanami i Polakami, a przejawy otwartej wrogości czy dyskryminacji wobec obywateli rosyjskich są rzadkością. Jednak jeśli chodzi o politykę czy historię stosunków między naszymi krajami, sondaże dowodzą, że większość Polaków żywi uprzedzenia w stosunku do Rosji, jest podatna na te negatywne wyobrażenia o niej, które są jej narzucane przez elity polityczne, społeczne i akademickie oraz media głównego nurtu. Nie powinniśmy mieć złudzeń w tym zakresie: w sytuacji wyboru politycznego większość obywateli polskich prawdopodobnie podejmie decyzję nie na korzyść Rosji.

Jak scharakteryzowałby Pan współpracę handlową i gospodarczą między naszymi krajami? Jak bardzo ucierpiała ona od sankcji?

Wolumen wymiany handlowej między Rosją a Polską zmniejszył się o około połowę w porównaniu ze „szczytowym” rokiem 2013. Oczywiście, sankcje i nasze środki odwetowe również miały wpływ, ale większy wpływ miała niekorzystna koniunktura międzynarodowa. Niemniej jednak Polska pozostaje jednym z dziesięciu naszych największych partnerów handlowych, a polskie firmy, które zdobyły pozycję na rynku rosyjskim, nie opuszczają go.

W ubiegłym roku minęła 10. rocznica katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Dlaczego, Pana zdaniem, Moskwa i Warszawa wciąż nie mogą się porozumieć co do jednej wersji wydarzeń? Czy można powiedzieć, że po tej tragedii stosunki między naszymi krajami pogorszyły się jeszcze bardziej?

Po tej tragedii nastąpił krótki okres zbliżenia się Rosji i Polski za sprawą wzajemnej empatii i współczucia. Władze rosyjskie, pozostając w ścisłym kontakcie z polskimi kolegami, uczyniły wszystko, aby jak najszybciej przeprowadzić niezbędne procedury związane z identyfikacją (na ile to było możliwe w danych warunkach) i przekazaniem stronie polskiej szczątków ofiar do pochówku, a następnie dokładnie zbadać przyczyny i okoliczności katastrofy. Upoważnione organy lotnicze stron – nasz Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) i polska komisja pod przewodnictwem ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera – w 2011 roku opublikowały swoje raporty, które nie pokrywały się ze sobą pod każdym względem, ale jako główne przyczyny wypadku wskazywały błędy załogi w trudnych warunkach atmosferycznych.

Jednak już wtedy katastrofa smoleńska stała się przyczyną różnego rodzaju upolitycznionych domysłów, spekulacji i teorii spiskowych. Jeszcze zanim do władzy w Polsce doszła partia PiS, której jednym z przywódców był prezydent Polski Lech Kaczyński, ofiara katastrofy pod Smoleńskiem, prokuratura polska przez ponad 5 lat zwlekała ze śledztwem w sprawie katastrofy lotniczej, pomimo tego, że jej przyczyny zostały już dawno ustalone w raportach MAK i komisji Millera. A kiedy pod koniec 2015 r. partią rządzącą został PiS, śledztwo w Polsce właściwie rozpoczęło się od nowa, zarówno ze strony prokuratury, jak i władz lotniczych – powołano w tym celu specjalną podkomisję, którą nadzorował, a następnie kierował ówczesny minister obrony narodowej RP Antoni Macierewicz.

I tak minęło kolejne ponad pięć lat. Podkomisja Macierewicza twierdzi, że przyczyną katastrofy były eksplozje na pokładzie samolotu, ale nie potrafi przedstawić przekonujących dowodów, a w Polsce już mało kto zdaje się wierzyć w tę wersję. Polska prokuratura nie komentuje wersji o wybuchach, ale postawiła zarzuty „umyślnego spowodowania katastrofy” rosyjskim kontrolerom ruchu lotniczego pracującym w chwili tragedii na lotnisku w Smoleńsku.

Wszystkie nowe wersje, które zostały przedstawione i są nadal przedstawiane przez polskie władze, dokładnie bada nasz Komitet Śledczy, który w związku z tym również kontynuuje swoje dochodzenie w sprawie katastrofy. Obiektywnego potwierdzenia tych wersji nie znajduje. Do czasu zakończenia wszystkich czynności procesowych w tej sprawie w Rosji szczątki rozbitego samolotu zgodnie z rosyjskim prawem powinny pozostać na terenie naszego kraju do dyspozycji śledztwa i nie mogą zostać zwrócone żądającej tego stronie polskiej. Zresztą, polscy śledczy w razie potrzeby mają nieograniczony dostęp do szczątków samolotu.

Przyczyną zaś tego, że sprawa katastrofy smoleńskiej do tej pory nie została zakończona, jest wyłącznie jej nieuzasadnione i niepotrzebne upolitycznienie przez stronę polską.

Jeśli mówimy o możliwych do osiągnięcia celach w stosunkach rosyjsko-polskich, to czy ma Pan cel, którego osiągnięcie mógłby Pan uznać za jednoznaczny sukces swojej misji w Warszawie?

Zadaniem ambasadora w każdych okolicznościach jest przede wszystkim ochrona interesów własnego kraju. Na ile to się udaje, kiedy nadejdzie czas, ocenią moi przełożeni. Operowanie takimi kategoriami jak „jednoznaczny sukces” byłoby raczej niesłuszne, zwłaszcza w obecnych okolicznościach. Dyplomacja, podobnie jak polityka, jest sztuką możliwości.