Яндекс.Метрика

Newsy

Powrót

Artykuł Ambasadora Rosji w Polsce Sergeya Andreeva dla czasopisma Akademii Dyplomatycznej MSZ Rosji „Diplomaticzeskaja służba i praktika”, marzec 2021 r.

Dyplomacja w czasach „niedyplomatycznych”

Staraniami „zbiorowego Zachodu” w stosunkach międzynarodowych dzieją się rzeczy niepokojące: narasta nieład w systemie globalnego zarządzania, podważane są podstawy racjonalnej polityki zagranicznej państw, tracone są resztki wzajemnego zaufania, prawo międzynarodowe interpretowane jest samowolnie, zadania taktyczne przysłaniają perspektywy strategiczne, „strategiczna lekkomyślność” bierze górę. W komunikacji międzynarodowej coraz mniej jest tego, co od zawsze uważane było za integralną część dyplomacji – szacunku dla oponenta, poprawności i gotowości do podtrzymywania kontaktów w każdych warunkach, kultury negocjacji. Zanika granica między dyplomacją a propagandą, utrwala się styl populistyczny, polityka zagraniczna jest zdominowana przez bieżące wewnętrzne kalkulacje polityczne – w takich warunkach coraz trudniej jest prowadzić merytoryczny dialog i negocjować rozwiązania aktualnych problemów. Zgodnie z tym zmieniają się również warunki, w których rosyjscy dyplomaci muszą pracować w krajach zachodnich.

Podsycanie atmosfery nieprzyjaźni i wrogości wobec Rosji przybiera coraz bardziej absurdalny i irracjonalny charakter. W zachodniej przestrzeni politycznej, politologicznej i informacyjnej rządzi tak zwana „post-prawda”: stwierdzenia dotyczące „rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej”, „wojny hybrydowej” przeciwko Zachodowi, rosyjskiej ingerencji w wybory i w ogóle we wszystko w krajach zachodnich, otrucia Litwinienki, Skripalów i Nawalnego itp. są przedstawiane jako aksjomat, który nie wymaga żadnych dowodów. Powszechna teza o groźbie agresji ze strony Rosji na Polskę czy kraje nadbałtyckie stała się truizmem, choć nikt nie jest w stanie jasno wytłumaczyć, dlaczego mielibyśmy atakować te kraje, po co nam to w ogóle potrzebne.

A czego jest warta nieadekwatna reakcja Zachodu na rosyjską pomoc dla Włoch w walce z epidemią koronawirusa czy też na fakt, że Rosja jako pierwsza opracowała szczepionkę na COVID-19!

Kampania nacisku informacyjno-politycznego na Rosję ma głównie charakter spekulacyjny i opiera się na fake newsach. W rzeczywistości twórcy zachodniej polityki nie wierzą w „zagrożenia” płynące z Rosji, w przeciwnym razie prawdopodobnie byliby ostrożni w prowokowaniu eskalacji napięcia w stosunkach z Rosją i nie ignorowaliby naszych wielokrotnych propozycji przeprowadzenia poważnej, profesjonalnej dyskusji na temat wzajemnych obaw, zarówno w sferze wojskowej, jak i w sferze informacyjnej, oraz sposobów ich przezwyciężenia.

W szerzeniu antyrosyjskich uprzedzeń na Zachodzie biorą aktywny udział, wydawałoby się, poważni, kompetentni ludzie – politycy, eksperci i dziennikarze, którzy powinni cenić sobie swoją reputację i nie kompromitować się wygłaszaniem oczywistych bzdur, a jednak z entuzjazmem włączają się w antyrosyjski polityczno-informacyjny „mainstream”. Uproszczeniem byłoby upatrywanie ich motywacji jedynie w tym, że cała ta kampania jest dobrze opłacana, a udział w niej przynosi różnego rodzaju atrakcyjne dywidendy. Podciągane są pod nią również uzasadnienia dotyczące wyższego, moralnego porządku i dobra publicznego.

Rosji przypisano rolę głównego międzynarodowego czynnika utrudniającego Zachodowi osiągnięcie jego „szczytnych celów”, przy czym teraz nie są to wyłącznie cele w zakresie polityki zagranicznej, lecz również w zakresie zapewnienia harmonii w wewnętrznych sprawach państw zachodnich.

Irracjonalna rusofobia w obecnej formie rozkwitła wyjątkowo bujnie na tle głębokiego kryzysu tożsamości, jaki dotknął społeczeństwa zachodnie w wyniku zderzenia tendencji globalistycznych, ideologii świadomego sekularyzmu i kultu konsumpcjonizmu z narodowymi tradycjami kulturowymi, w tym religijnymi i moralnymi. Innymi przejawami tego kryzysu są pretensje dotyczące funkcjonowania instytucji demokratycznych, których skutkiem jest wzrost popularności nieliberalnych sił politycznych i kandydatów, zjawiska kryzysowe wewnątrz UE oraz spowolnienie procesu integracji europejskiej. A w sprawach międzynarodowych – bolesna świadomość przedwczesności euforii wywołanej „zwycięstwem w zimnej wojnie” i upadkiem Związku Radzieckiego, „końcem historii”, wieczną dominacją Zachodu, triumfalnym rozprzestrzenianiem się zachodniej liberalnej demokracji po całym świecie itd. Pod wpływem tych nastrojów USA, NATO i UE popełniły wiele błędów, do których jednak nie chciały się przyznać – i dopóki za te błędy płacili inni, można było przymykać na nie oko. Otrzeźwienie zaś nastąpiło, gdy odległe wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej odezwały się pod postacią ataków terrorystycznych i kryzysu migracyjnego w Europie, w zamożnych krajach Zachodu zaczęło narastać masowe niezadowolenie i protesty, a sama treść i kierunek projektu integracji europejskiej stanęły pod znakiem zapytania.

Liberalno-globalistyczne elity Zachodu, czując, że grunt wymyka im się spod nóg, popadły w histeryczną prostrację. Politycy, biznes, główne media tego kierunku zjednoczyły się pod sztandarem ratowania „jedynego słusznego i nie posiadającego alternatyw” liberalnego modelu społeczeństwa. To jest właśnie ta „szlachetna idea”, w imię której są oni gotowi zniżyć się do świadomych manipulacji i jawnego kłamstwa. Rosji w tym scenariuszu przypisano rolę „uniwersalnego straszaka”, w opozycji do którego próbuje się po raz kolejny zjednoczyć świat zachodni.

Słynny amerykański dyplomata i politolog George Kennan napisał kiedyś: „Na świecie nie ma nic bardziej egocentrycznego niż ustawiona w szeregu bojowym demokracja. Wkrótce staje się ona ofiarą własnej propagandy. Zaczyna nadawać sobie wartość absolutną, a to zniekształca jej wizję. Jej wróg staje się uosobieniem wszelkiego zła. Jej własna strona jest ucieleśnieniem wszelkich cnót”.

Pracując w Polsce od września 2014 roku, miałem okazję z bliska obserwować, jak tendencje te przybierały na sile w kraju, w którym ich rozwój odbywał się prawdopodobnie z wyprzedzeniem w porównaniu do większości innych zachodnich społeczeństw. Polska specyfika przejawia się również w tym, że od końca 2015 roku u władzy znajdują się tutaj nieliberalne siły polityczne, ale w zakresie wyjątkowo negatywnego stosunku do Rosji między obecnie rządzącymi elitami narodowo-konserwatywnymi i opozycyjnymi liberalnymi nie ma istotnych różnic; co więcej, rywalizują one o to, która z nich jest bardziej zagorzała w niedającej się pogodzić konfrontacji z Rosją.

Po zamachu stanu na Ukrainie, powrocie Krymu w skład Rosji i gwałtownym pogorszeniu stosunków naszego kraju z Zachodem władze polskie ogłosiły wiosną 2014 r. zamrożenie dwustronnych kontaktów politycznych (tj. na szczeblu ministerialnym i wyższym, a także międzyparlamentarnym), rozpoczęły energiczny lobbing na rzecz wprowadzenia i zaostrzenia sankcji antyrosyjskich, stosunki kulturalne i humanitarne zostały zredukowane w sytuacji „najmniejszego politycznego uprzywilejowania”, a prace nad kilkunastoma projektami umów zostały wstrzymane. To właśnie wtedy powiedziano nam po raz pierwszy, że strona polska uważa pomniki radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli – jeśli tylko nie znajdują się na terenie cmentarzy wojennych – za „obiekty symboliczne propagujące powojenną dominację radziecką w Polsce”, które nie są rzekomo objęte gwarancjami nienaruszalności zgodnie z umową międzyrządową z 1994 r. o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji. W 2017 roku przyjęto poprawki do tak zwanej „ustawy o dekomunizacji”, które nakazywały usunięcie z przestrzeni publicznej pomników „propagandujących komunizm”. W wyniku tego z 561 pomników radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli, które stały w Polsce w 1997 r., do początku 2021 r. nie zdążono zburzyć zaledwie nieco ponad 100.

Od 2014 r. Polska – najpierw pod rządami liberalnymi, a potem narodowo-konserwatywnymi – konsekwentnie realizuje politykę konfrontacji z Rosją, stając się jednym z liderów antyrosyjskiej „radykalnej mniejszości” w UE, wyznaczając „najniższy wspólny mianownik” w naszych relacjach z Unią Europejską, który jest narzucany pozostałym jej członkom. Od polskich oficjalnych przedstawicieli stale słyszymy ostrą – na skraju, a nawet przekraczające granice jawnych obelg – publiczną krytykę i wszelkiego rodzaju pretensje, w najważniejszych polskich mediach prowadzona jest zażarta kampania antyrosyjska na zasadzie „o Rosji – albo źle, albo nic”, w kraju podsycane są lęki przed rosyjskim zagrożeniem, szpiegostwem, „wojną hybrydową”, ingerencją itp. Nie ustają poszukiwania dowodów na to, że winę za katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem, w której w 2010 roku zginął prezydent Lech Kaczyński i towarzyszące mu osoby, ponoszą rosyjskie władze. W Polsce trwają intensywne przygotowania wojskowe, zwiększa się obecność kontyngentów wojskowych i infrastruktury USA oraz innych państw NATO, trwa budowa bazy amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej – i  nie ukrywa się, iż wszystkie te działania wymierzone są przeciwko Rosji. Dobrze znana jest rola Polski w tworzeniu przesłanek do zamachu stanu na Ukrainie i jego legitymizacji oraz fakty dotyczące polskiej ingerencji w sprawy wewnętrzne Białorusi, a ostatnio również Rosji pod hasłami ochrony praw człowieka w naszym kraju.

Radykalnie zmieniły się w ostatnich latach warunki pracy rosyjskich dyplomatów w Polsce i innych krajach zachodnich, co zmusza nas do zmiany dotychczasowych wyobrażeń o jej formach, metodach i priorytetach.

Dyplomacja ze swej natury ma na celu zabezpieczanie interesów współdziałających ze sobą państw poprzez utrzymywanie kontaktów, poszukiwanie porozumień i kompromisów, przekonujące przedstawianie swoich stanowisk i właściwe wyjaśnianie stanowisk partnerów. Wychodzimy z założenia, że Rosja i Polska są sąsiadami, którzy mają wspólne kwestie wymagające wspólnej dyskusji i znalezienia rozwiązania. Jesteśmy na to gotowi. Jesteśmy przekonani, że między naszymi krajami nie ma problemów, których nie bylibyśmy w stanie rozwiązać we wzajemnie akceptowalny sposób, pod warunkiem istnienia woli politycznej i odpowiednich nastrojów, – jednak właśnie takiej woli i nastroju po stronie polskiej nie widzimy.

Rosja jest zainteresowana utrzymaniem normalnych, dobrosąsiedzkich stosunków z Polską – ale nie bardziej niż strona polska. Nie ma sensu stawiać nam warunków normalizacji, nie będziemy za to „płacić” ustępstwami w zasadniczych kwestiach.

W sytuacji, w której druga strona zachowuje się tak, jakby w ogóle nie miała zamiaru utrzymywać normalnych stosunków z Rosją, ani teraz, ani w przyszłości, wysuwając nierealistyczne i nieakceptowalne roszczenia, konieczna jest korekta treści i stylu praktyki dyplomatycznej i dostosowanie ich do stojących przed nami wyzwań.

Wobec braku dialogu politycznego oraz biorąc pod uwagę nasze zazwyczaj rozbieżne podejścia do spraw międzynarodowych, jest bardzo niewiele kwestii, w których my i Polska możemy się jeszcze zgodzić. Więzi gospodarcze sprowadzają się głównie do handlu – pomimo skutków sankcji i naszych działań odwetowych oraz wysiłków polskich władz, aby zrezygnować z importu rosyjskich nośników energii, Polska pozostaje w pierwszej dziesiątce naszych partnerów handlowych i na czwartym miejscu wśród krajów UE.

W ostatnich latach polska strona dołożyła wszelkich starań, aby stworzyć wokół Ambasady Rosji w Warszawie „toksyczną” atmosferę: kontakty pomiędzy polskimi urzędnikami i pracownikami Ambasady są maksymalnie ograniczone i aktywnie się do nich zniechęca, a główne polskie media bardzo rzadko dają nam możliwość przedstawienia naszych stanowisk i argumentacji polskiemu odbiorcy. Polscy działacze kultury i działacze społeczni w kontaktach prywatnych otwarcie przyznają, iż obawiają się publicznego potępienia i na wszelki wypadek wolą odłożyć współpracę z kolegami rosyjskimi na lepsze czasy. Niestety, wielu naszych byłych polskich „przyjaciół” aktywnie bierze udział w kampanii oczerniania Rosji.

To zrozumiałe, że w takich warunkach praca dyplomatyczna zostaje pozbawiona bardzo ważnych elementów. Jeśli na tym etapie zadania związane z rozwijaniem współpracy politycznej i gospodarczej stają się nieaktualne, a możliwości prowadzenia pracy reprezentacyjnej ograniczone, to wzrasta znaczenie takich obszarów działalności ambasady jak prace analityczne i informacyjno-wyjaśniające. Pomimo ograniczenia kontaktów i źródeł informacji misja dyplomatyczna powinna sprawnie i dokładnie informować Centrum o tym, co się dzieje w polityce wewnętrznej i zagranicznej kraju przyjmującego, dokonywać trafnych ocen i prognoz jego rozwoju oraz wnosić propozycje działań strony rosyjskiej w celu zabezpieczenia jej interesów narodowych. W warunkach ostrej konfrontacji informacyjnej konieczne jest wykorzystanie wszelkich dostępnych możliwości w celu wyjaśnienia zarówno polskiej, jak i rosyjskiej opinii publicznej naszego podejścia do stosunków z Polską oraz istniejących między nami problemów. Zasadnicze znaczenie ma w dalszym ciągu obrona rosyjskiego stanowiska w zakresie historii i w kwestiach związanych z miejscami pamięci - na tym polu ze stroną polską toczą się szczególnie ostre spory.

Można odnieść wrażenie, że rosyjscy dyplomaci w Polsce muszą pracować pod silną presją moralną i psychologiczną. W pewnym stopniu to prawda.

Jednak presję tę z nawiązką rekompensuje pewność, że stoi za nami ogromna siła państwa rosyjskiego oraz poparcie przytłaczającej większości rosyjskiego społeczeństwa i że nasza sprawa jest słuszna. A praca w Polsce bardzo pomaga wzmocnić wiarę we własne racje - mogę to powiedzieć na podstawie własnego, już dość długiego doświadczenia.

Kiedy miejscowi urzędnicy odmawiają spotkań z rosyjskimi dyplomatami, a wokół ambasady tworzone są bariery informacyjne, jest to oczywiście demonstracja nieprzyjaznego stosunku do naszego kraju, ale także przejaw słabości politycznej i intelektualnej naszych oponentów, którzy nie mają czym odeprzeć naszych argumentów w otwartych dyskusjach, nieprofesjonalizmu i degradacji zachodniej dyplomacji.

Należy zauważyć, że stan stosunków rosyjsko-polskich nie ma zazwyczaj wpływu na charakter komunikacji między naszymi obywatelami. Oczywiście, wielowiekowe tradycje wrogiego stosunku wobec państwa rosyjskiego jako historycznego rywala Polski, wieloletnia propaganda antyrosyjska w polskiej opinii publicznej przynoszą skutki: badania opinii publicznej wskazują, że większość Polaków żywi wobec Rosji uczucia nieufności i uprzedzenia. Jednak w kontaktach osobistych między Rosjanami i Polakami (zwłaszcza jeśli pominiemy kwestie polityczne i historyczne) z reguły nie ma problemów, a wyraźny nadmiar rusofobii w polskiej przestrzeni politycznej i informacyjnej sprawia, że przynajmniej część polskiego społeczeństwa odczuwa pewien przesyt i zmęczenie.

W czasach „niedyplomatycznych”, takich jak obecne, profesjonalna, wysokiej jakości dyplomacja jest szczególnie pożądana. Na tym właśnie bazuje rosyjska służba dyplomatyczna w swojej pracy, starając się promować pozytywną, jednoczącą agendę międzynarodową i pomagać w rozwiązywaniu rzeczywistych problemów, a nie tworzyć sztuczne.