- Ambasada
- Ambasador Rosji w Polsce
- Newsy
- Koncepcje polityki państwowej Federacji Rosyjskiej
- Mowa Niezależna
- Kryzys ukraiński
- O historii Rosji i stosunków rosyjsko-polskich
- Historia Rosji w rosyjskich podręcznikach szkolnych
- O radzieckich memoriałach wojskowych w Polsce
- O Zwycięstwie narodu radzieckiego w Wielkiej wojnie Ojczyźnianej
- O stworzeniu muzeum na miejscu byłego obozu zagłady w Sobibór
- O katastrofie samolotu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku
- Stosunki rosyjsko-polskie i kwestie bezpieczeństwa międzynarodowego
- O sytuacji z rozprzestrzenieniem się koronawirusa
- Archiwum materiałów dotyczących poszczególnych kwestii stosunków rosyjsko-polskich
- Ku 90. rocznicy urodzin Jewgienija Primakowa
- Ogłoszenia
- Rosyjskie organizacje w Polsce
- Wydział Konsularny Ambasady Rosji w Polsce
- Konsulat Generalny Rosji w Gdańsku
- Konsulat Generalny Rosji w Krakowie
- Konsulat Generalny Rosji w Poznaniu
- Przedstawicielstwo Handlowe Rosji w Polsce
- Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury w Warszawie
- Szkoła przy Ambasadzie Rosji w Polsce
- Rosyjskie Centrum Nauki i Kultury w Gdańsku
- Mały Ruch Graniczny
- Rodacy
- Galeria
- Video
- Radio i telewizja rosyjska
- O Dniu Rosji
Mowa Niezależna
Z odpowiedzi na pytania mediów skierowane do ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa podczas wspólnej konferencji prasowej na temat wyników negocjacji z Ministrem spraw zagranicznych Republiki Finlandii Pekką Haavisto, Petersburg, 15 lutego 2021 roku
Pytanie: Wiele emocji wywołał Pana ostatni wywiad, z którego wynikało, że Rosja dopuszcza możliwość zerwania stosunków z Unią Europejską. Jak Pan widzi takie zerwanie i pod jakimi warunkami mogłoby do niego dojść? Innymi słowy, gdzie leży „czerwona linia” Moskwy?
Siergiej Ławrow: Ten wywiad miał miejsce 12 lutego, a Wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell odwiedził nas 5 lutego. Po powrocie wygłosił szereg oświadczeń, w których stwierdził, że Rosja „nie spełniła oczekiwań, nie stała się nowoczesną demokracją i szybko oddala się od Europy”. Zabrzmiało to tak, jakby Rosja była po prostu beznadziejna. A wszystko to miało miejsce kilka dni przed wywiadem. Dlatego, jak rozumiem, w rozmowie z Władimirem Sołowjowem padło pytanie, czy jesteśmy gotowi zerwać stosunki z Unią Europejską, biorąc pod uwagę minione wydarzenia i tę ocenę. W zasadzie każdy, kto choć trochę interesuje się sytuacją w Europie, od dawna wie, że to zerwanie trwa od wielu lat. Nasze stosunki były konsekwentnie zrywane przez Unię Europejską.
Swego rodzaju punktem zwrotnym był rok 2014. Na Ukrainie doszło do zamachu stanu, a UE okazała swoją bezradność w odniesieniu do porozumienia, które zostało osiągnięte tuż przed zamachem stanu między rządem a opozycją. A przecież podpisały się pod nim Niemcy, Francja i Polska. Opozycja kompletnie napluła na te podpisy i opinię Unii Europejskiej, zgodnie z którą istniała konieczność wykonania porozumienia. To właśnie wtedy doszło do prawdziwego upokorzenia Unii Europejskiej. Dalszy rozwój sytuacji jest dobrze znany. Unia Europejska pozostała w dużej mierze obojętna na wymierzone w mieszkańców Krymu i wschodniej Ukrainy ataki ultraradykałów i neonazistów, którzy doszli do władzy, i postanowiła zrzucić całą winę za te wydarzenia na Federację Rosyjską.
Unia Europejska konsekwentnie zniszczyła wszystkie bez wyjątku mechanizmy, które kiedyś opierały się na Umowie o partnerstwie i współpracy, w tym odbywające się dwa razy do roku szczyty, coroczne spotkania Rządu Federacji Rosyjskiej z komisarzami europejskimi i z przewodniczącymi Komisji Europejskiej, projekty tworzenia czterech wspólnych przestrzeni, ponad 20 dialogów sektorowych i praktycznie wszystkie inne mniej więcej znaczące kontakty, a także, oczywiście, coroczne spotkania Rady Partnerstwa i Współpracy przy udziale Ministra spraw zagranicznych Rosji i Wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Celem tych posiedzeń był kompleksowy przegląd wszystkich obszarów współpracy Rosji z Unią Europejską. Wszystko to, powtarzam, zostało zniszczone. I to nie przez nas.
Nasze kontakty z Unią Europejską jako Organizacją są obecnie sporadyczne. Są to osobne kwestie bez systematycznego podejścia, takie jak na przykład sytuacja z dostawami węglowodorów. Przy czym to Unia Europejska jest zainteresowana tymi konsultacjami, aby w jakiś sposób usprawiedliwić nieodpowiedzialnych przywódców ukraińskich. Prowadzone są również dyskusje na temat wybranych zagadnień polityki zagranicznej. Od wielu lat kontakty między mną a wysokim przedstawicielem UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josepem Borrellem i jego poprzedniczką Federicą Mogherini poświęcone są w większości nie tyle przeglądowi wszystkich relacji z Unią Europejską (bo tych relacji już prawie nie ma), co rozmowom „sytuacyjnym” na temat Syrii, Irańskiego programu jądrowego czy też innej sytuacji międzynarodowej.
Spotykamy się od czasu do czasu w zależności od konkretnych zainteresowań, przede wszystkim, Brukseli. Nie narzucamy się, jesteśmy skłonni rozważyć wszystkie kwestie, ale spotkania, które odbywają się od czasu do czasu, nie muszą oznaczać stosunków. Jesteśmy gotowi dyskutować o tych problemach, kiedy będzie to leżało w interesie m. in. Federacji Rosyjskiej. Współpracujemy również w zakresie zmian klimatycznych i środowiska. Rozmawialiśmy o tym z wysokim przedstawicielem UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josepem Borrellem. Potwierdziliśmy, że jeśli pojawi się zainteresowanie współpracą w tych kwestiach w formatach wielostronnych (ponieważ wszystkie te kwestie są omawiane pod auspicjami ONZ, między innymi w ramach Ramowej konwencji w sprawie zmian klimatu i Paryskiego porozumienia klimatycznego), to oczywiście jesteśmy gotowi. Ale nie jest to część stosunków między Rosją a UE jako takich, ponieważ podstawa tych relacji została celowo zniszczona z inicjatywy Brukseli.
Nie można przymykać oko na pobłażliwość Unii Europejskiej w stosunku do rażącego naruszania praw osób rosyjskojęzycznych, Rosjan, języka rosyjskiego, kultury rosyjskiej, tych ataków na język rosyjski, na kulturę rosyjską, które obserwujemy w państwach nadbałtyckich, na Ukrainie i w szeregu innych krajów. Zamykane są rosyjskojęzyczne kanały, wytaczane są sprawy karne przeciw rosyjskojęzycznym dziennikarzom tylko za to, że wykonują oni swoją pracę, na terytorium Unii Europejskiej utrzymuje się haniebne zjawisko „bezpaństwowości”, a UE przygląda się temu bez większej chęci do zmiany czegokolwiek. Myślę, że obserwujemy tu nie tyle oddalanie się Rosji od Unii Europejskiej, co oddalanie się samej Unii Europejskiej od wszystkiego, co rosyjskie: języka, kultury, a zatem również Federacji Rosyjskiej.
Musimy być przygotowani na każdy rozwój sytuacji, wybór należy do Unii Europejskiej. Jeśli ona zadecyduje, że mimo wszystko nasze stosunki należy odbudować i cofnie działania skierowane na ich zerwanie, my również wykażemy odpowiednią gotowość. Jednocześnie nie mamy żadnych problemów w stosunkach z poszczególnymi krajami europejskimi, powiedziałbym nawet, że z większością krajów europejskich. Stosunki Rosji z Finlandią są bardzo dobrym przykładem systematycznego kształtowania relacji z określeniem wspólnych zasad – przede wszystkim równości i wzajemnej korzyści – i tego, jak przekładają się one na język konkretnych projektów gospodarczych, kulturalnych i innych, będących przedmiotem zainteresowania obu stron.
Nie należy mylić Unii Europejskiej z Europą. Nigdzie się z Europy nie ruszamy, mamy w Europie wielu przyjaciół, osób o podobnych poglądach, będziemy nadal rozwijać z nimi obopólnie korzystne stosunki.
Chciałbym tylko powiedzieć, że nie ma żadnych stosunków, ale stosunki handlowe i gospodarcze rozwijają się, choć nie tak szybko, jak byśmy sobie życzyli, głównie z powodu sankcji nałożonych przez Unię Europejską. To wszystko dowodzi jedynie, że życie toczy się dalej, a świadome zrywanie, podważanie i niszczenie całego systemu naszych relacji nie wpływa na wzajemne przyciąganie się ludzi i przedsiębiorstw. Stosunki z Unią Europejską nie mają tu żadnego znaczenia. Powtórzę raz jeszcze: jeśli Unia Europejska będzie gotowa do odbudowy właśnie tego, co nazywamy stosunkami, to my również jesteśmy na to gotowi.
Pytanie: Czy wydarzenia z udziałem Nawalnego i tłumienie protestów wpływają na relacje między Unią Europejską i Rosją? W tych kwestiach Brukseli i Moskwie trudno jest znaleźć wspólny punkt widzenia. Czy nie odbije się to również na stosunkach między Finlandią a Rosją w związku z tym, że Finlandia jest członkiem UE?
Siergiej Ławrow: Jeśli chodzi o nielegalne akcje, które miały miejsce w Moskwie, Petersburgu i innych rosyjskich miastach, w których uczestniczyli niektórzy dyplomaci z państw członkowskich Unii Europejskiej, to już wielokrotnie wyjaśnialiśmy tę kwestię. Konwencje wiedeńskie o stosunkach dyplomatycznych i konsularnych z 1961 i 1963 r. oraz dwustronne konwencje konsularne z państwami UE zakładają, że dyplomaci mają przywileje i immunitety, z wyjątkiem sytuacji, w których ingerują w wewnętrzne sprawy kraju przyjmującego. Komisja Prawa Międzynarodowego ONZ wyjaśniła w swoim komentarzu, że najbardziej jaskrawym przykładem ingerencji w sprawy wewnętrzne w sposób niezgodny z immunitetem dyplomatycznym jest udział w publicznych wydarzeniach politycznych państwa przyjmującego.
Organizatorzy tych akcji otwarcie, z ekranów komputerów i telewizorów, oświadczają, że są świadomi konieczności występowania o zgodę na tego typu działania, ale celowo nie będą tego robić, wzywając po prostu do „wyjścia na ulicę”. Kiedy w takiej sytuacji dyplomaci „wychodzą” na ulicę, zwłaszcza w warunkach obowiązującego dekretu mera Moskwy o zakazie imprez publicznych w związku z pandemią koronawirusa, to myślę, że doskonale wiedzą, że nie wykonują swoich funkcji wynikających z konwencji wiedeńskich, ale ingerują w wewnętrzne sprawy Rosji. Dyplomaci w zdecydowanej większości państw członkowskich UE nie poszli na „spacer po ulicach”, do czego wzywała opozycja. Oznacza to, że oni wiedzą, o co chodzi.
Na pytanie, jak ta sytuacja wpływa na nasze relacje z Finlandią (jeśli w ogóle wpłynie), odpowiem, że nie odczuwamy żadnego negatywnego wpływu na bliską współpracę dwustronną i w ramach struktur regionalnych na Północy.
Oceniając kwestie, o których mówił teraz Pekka Haavisto, usłyszeliśmy, że koledzy z Finlandii, podobnie jak z innych państw członkowskich UE, zawsze przynoszą je ze sobą. Wiemy, że są one redagowane i pisane w UE, w Brukseli i są przedmiotem konsensusu. Słyszymy to dość regularnie, niemalże słowo w słowo. Jeżeli jest taka decyzja w organizacji zwanej Unią Europejską, to przyjmujemy ją jako pewnik. Udzielamy odpowiedzi na „problematyczne” pytania, a przede wszystkim pokazujemy, jak sama Unia Europejska konsekwentnie, starannie i dyskretnie unika konkretnych dyskusji opartych na faktach, a nie na oskarżeniach, które często padają pod naszym adresem, czy to z uzasadnieniem, czy bez. Nie ma to wpływu na handel, wzajemne inwestycje, imprezy kulturalne czy też współpracę w dziedzinie nauki, edukacji i turystyki. Tego właśnie potrzebują nasi obywatele, a nie oceny tej czy innej sytuacji, które w większości przypadków dotyczą geopolityki, a nie prawdziwego życia.
Pytanie: Jakie konsekwencje dla relacji Rosji z poszczególnymi krajami członkowskimi UE może mieć ewentualne zerwanie stosunków między Brukselą a Moskwą?
Siergiej Ławrow: Powiedziałem już, że nie widzę żadnych konsekwencji dla stosunków dwustronnych między Rosją a Finlandią w wyniku polityki realizowanej przez UE w ciągu ostatnich siedmiu lat, która, jak pokazałem na konkretnych przykładach, doprowadziła do faktycznego zniszczenia całej konstrukcji tego, co rozumiemy pod pojęciem „stosunków UE-Rosja”. Od siedmiu lat żyjemy bez wszystkich mozolnie tworzonych przez wiele lat mechanizmów, które w 2014 roku zostały nagle zniszczone. I jakoś dajemy sobie radę. To nie jest nasz wybór, ale musieliśmy się z tym liczyć w naszych codziennych sprawach, w stosunkach z poszczególnymi krajami europejskimi, w tym z Finlandią.
Oprócz wspólnie przyjętych nieuzasadnionych i bezprawnych sankcji nie widzę żadnego innego wpływu na stosunki z różnymi krajami. Oczywiście, sankcje uderzyły w obroty handlowe i interesy biznesowe po obu stronach granicy. Taki był wybór. Przypomnę, że kiedy nakładano sankcje, biznes, w szczególności niemiecki, apelował, by nie rujnować gospodarki, by nie czynić z niej ofiary polityki. Wówczas kanclerz RFN Angela Merkel specjalnie zabrała głos i publicznie powiedziała, że Rosja musi zostać ukarana, a w tej sytuacji polityka powinna mieć wpływ na gospodarkę. To była bardzo niestandardowa wypowiedź jak na reprezentanta Niemiec.
Rozumiemy, że w UE istnieje dyscyplina blokowa. Pewne jej przejawy, takie jak sankcje, wpływają na nasze stosunki z sąsiadami i innymi krajami europejskimi. Takie jest życie. Powtarzam, że brak normalnych stosunków z UE nie ma wpływu na istotę współpracy, w szczególności rosyjsko-fińskiej, a także na zasady współpracy (równość, wzajemny szacunek, korzyści, nieingerencja w sprawy wewnętrzne).